Szukaj na tym blogu

niedziela, 29 grudnia 2013

Pain and Relief

Zbliżało się Euro 2012 więc pomyślałem, że czekanie nie będzie problemem. W sumie to nawet lepiej, że za miesiąc bo przynajmniej sobie obejrzę mecze. Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić jak czuję się osoba przykuta do łóżka. A różnego rodzaju współczucia nie pomogą wręcz pogarszają i tak już beznadziejną sytuację. Wakacje również zbliżały się coraz szybciej więc problem z pracą będzie rozwiązany bo nie wiem czy wspominałem o tym wcześniej, pracuje jako nauczyciel, dodam Wfu. Zająłem więc swoje wymarzone miejsce na wymarzonym materacu w samym środku salonu. Pogodziłem się z tym, że pani geniusz rehabilitacji nie miała pojęcia o niczym, odstawiłem jej wskazówki i oddałem się całkowicie w ręce mojej najlepszej masażystki - mojej żony. Szkoda, że nie od razu. Nie wiem dlaczego tak późno, ale jak to mówią lepiej późno niż wcale. Miesiąc to nie tak długo i ten termin dodawał mi siły. Wiedziałem, że za 4 tygodnie nie będę się już tak męczył, że skończy się ten okres a po rehabilitacji wszystko wróci do normy.  Przestałem stosować ćwiczenia jakie zaleciła mi pani geniusz, to i pomyślałem, że zaneguje kolejny jej pomysł na unikanie masażystów i dam się pomasować. Nie miałem daleko bo masażystę miałem w domu. Tak w domu. Niestety nie docenia się tego co się ma tylko szuka niewiadomo czego. 
     Polska przegrywa a ja czekam. Leżąc na tym gąbkowym materacu. Nie jestem już wyprostowany jak struna tylko w wygodnej pozycji. Sądzę, że dla każdej osoby będzie to inna pozycja, ale trzeba taką znaleźć. Przestałem też stosować leki przeciwbólowe bo w sumie i tak nie działały. Pamiętam tylko, że jednego dnia, żona poszła do rodzinnego i przyniosła mi jakieś tabletki, niestety nazwy tych pigułek nie pamiętam. To było coś wspaniałego. Pierwszy raz od kilku miesięcy, przespałem całą noc. Sukces !!! Spałem około 8 godz i tak było przez kolejne 3 dni a później jakoś przestało działać. W międzyczasie okazało się, że mam dwa bilety na finał Euro w Kijowie na który chciałem pojechać. Tylko jak? Z dnia na dzień zaczynało być jakby lepiej. Przyjmowanie wygodnej pozycji podczas snu i masaże rozluźniające pomagały. Było coraz bardziej znośnie.
   Mijały te dni mijały i operacja była coraz bliżej. Na kilka dni przed terminem zadzwoniłem do CKR z zapytaniem czy wszystko toczy się tak jak należy. Okazuje się, że termin przesunął się o kolejny miesiąc i tu załamka. Codziennie modliłem się, żeby ta operacja w końcu się odbyła bo nie mogłem normalnie funkcjonować a tu taka fatalna wiadomość. Kolejny miesiąc. Normalnie depresja. Człowiek, który całe, życie miał do czynienia ze sportem, prowadził aktywny tryb życia musi siedzieć w domu przykuty do materaca. W pewnym momencie wszystko stało mi się obojętne. Brak motywacji. Brak sił. Tylko ból, ból, ból. Do tego nadwaga. W pewnym momencie ważyłem już 102 kg. Przy wzroście 180 to trochę dużo. W sumie się nie dziwie bo z atlety stałem się kaleką.
   Całkowicie oddałem się w ręce mojej masażystki. Masaż rozluźniający całego ciała.  Miałem pościągane uda, pośladki, barki wszystko. Masaż tensegracyjny działa cuda. To praca na jakiś tam taśmach czy łańcuchach powięziowych. Nie oczekiwałem cudów to miało tylko pomóc mi doczekać do operacji. Psychicznie byłem przemęczony a to czekanie mnie wykańczało. Takie masaże na prawdę pomagały. Dodatkowo postanowiłem robić coś więcej bo pomyślałem, gdy zadzwonię za kolejny miesiąc i okaże się, że znowu nici z operacji to chyba się zastrzelę. Tylko czym?  Do codziennego rytuału dodałem poranne przeciąganie się. Nic wielkiego a efekty piorunujące. Każdy z nas przeciąga się po obudzeniu, jednak ja robiłem to na leżąco i dłużej niż przeciętnie bo około 5 min z rana. Logiczne mi się wydało również, wzmacnianie mięśni brzucha. Niestety tradycyjne ćwiczenia były nie do wykonania w moim przypadku. Zacząłem szukać, ale ciężko było cokolwiek znaleźć. Kiedyś pewna terapeutka wspomniała mi o mięśniu poprzecznym brzucha. I wspominała, że warto się na nim skupić.  Okazuje się że jest bardzo ważny, jest to najgłębszy ze wszystkich mięśni brzucha Połączony jest z kręgami lędźwiowymi, otacza je i biegnie z powrotem do przodu łącząc się w linii środkowej brzucha. Praca tego mięśnia powoduje podniesienie ciśnienia wewnątrz brzucha, przez co utrzymuje sztywno i stabilnie część lędźwiową kręgosłupa. A ćwiczenia pomagały.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Konsultacja neurochirurgiczna.

      Jeżeli dotknęła was ta sama przypadłość co mnie czyli ta cholerna przepuklina lędźwiowa to z pewnością szukaliście pomocy w internecie i z pewnością natknęliście się na te same ćwiczenia co ja czyli tzw "przeprosty".  Teraz jestem mądrzejszy o kilka miesięcy i mogę się wypowiedzieć co nie co na ten temat. Prawdopodobnie osoba, która wprowadziła kiedyś ten zestaw ćwiczeń nie chciała źle i prawdopodobnie komuś to pomogło bo inaczej nikt tego by nie praktykował. Z pewnością też, ktoś kto wprowadzał te ćwiczenia wspominał również o tym kiedy można je zastosować i w której "fazie"  choroby a niektórzy rehabilitanci chyba tego nie doczytali. Zbyt wczesne zabranie się za te ćwiczenia może pogorszyć stan zdrowia. W momencie gdy ból w okolicach lędźwi promieniuje do pośladka czy przedniej strony uda i nie pozwala nam normalnie funkcjonować to świadczy o ostrym stanie zapalnym i w tym momencie nie wskazane są żadne ćwiczenia. Niestety moja pani rehabilitant kazała mi ćwiczyć wmawiając, że przepuklina się cofnie a otwór się zabliźni i wszystko będzie dobrze.
Na szczęście ja trzech tygodni nie wytrzymałem. W międzyczasie szukaliśmy już dobrego neurochirurga do którego można byłoby się udać na jakąś konsultację. Znalazłem w Siedlcach pana doktora, który zaraził mnie swoim optymizmem i w sumie stwierdził, że nic mi nie jest i powinienem zacząć jeździć rowerem. Pomyślałem, że gość zna się na rzeczy w końcu to neurochirurg. Gdy tylko weszliśmy do domu od razu stwierdziliśmy wspólnie z żoną, że nie ma na co czekać i wybieramy się na rowery w końcu czekaliśmy na tą chwile tyle czasu. hehe   Jednak optymizm skończył się po około 3 km.  Natychmiast wróciliśmy do domu a ja jeszcze bardziej pogięty walnąłem się na materacu, który od kilku tygodni leżał w salonie jako stały mebel. Co najmniej tydzień nie wstawałem , już dokładnie nie pamiętam. Totalne załamanie. Kolejna porażka.
    Żona znalazła w internecie kolejnego neurochirurga. Tym razem w Konstancinie w Centrum Kompleksowej Rehabilitacji. Umówiliśmy się na wizytę. Mój stan zdrowia w tym momencie całkowicie odbiegał od jakichkolwiek norm. Nie mogłem znaleźć wygodnej pozycji w leżeniu a jakimkolwiek poruszaniu sie nie było już mowy. Siedzieć też nie mogłem więc całą podróż do Konstancina przeleżałem na tylnym siedzeniu.Na szczęści parking jest przy wejściu do CKR  Do gabinetu Pana doktora było około 150 metrów i zajęło mi to około 15 minut, to świadczy o mojej niedołężności. Nie będę wspominał o pieniądzach, ale chciałbym tyle zarabiać. Pan doktor jak najbardziej uczciwie wykonał wszystkie badania i testy, zapoznał się z wynikiem RM i stwierdził jednoznacznie, że w moim przypadku jedyne wyjście to operacja chirurgiczna. 
"W MRI odcinka LS przewlekła szerokopodstawna przepuklina dysku L4-L5 z zapadnięciem się przestrzeni międzytrzonowej L4-L5 i zwężeniem otworów międzykręgowych na tym poziomie.
Pacjent ma pilne wskazanie do leczenia operacyjnego fenestracji prawostronnej L4-L5 z usunięciem dysku L4-L5 ze stabilizacją międzytrzonową i przeznasadową". 

Fajnie - pomyślałem, przynajmniej nie ściemnia. Nie udaje, że wszystko będzie super, że mi się cofnie przepuklina i takie tam bzdury. Przyznam, że mimo wszystko trochę się przestraszyłem bo to jednak operacja na kręgosłupie. Najgorsza była myśl o tym, że będą mi wiercić w kręgosłupie i wkręcać cztery śruby. Do tego dwa druty no i nowy syntetyczny dysk. Ufff.
 Pan doktor zapewniał mnie, że jest najlepszy i że daje mi 98% na to, że operacja się uda a za 5 miesięcy będę biegał za piłką i za czym tylko zechcę. Pozostało tylko się zgodzić. Pan doktor zapytał mnie jeszcze tylko czy chcę operację z NFZtu czy prywatnie. Prywatnie mógłbym mieć operację na drugi dzień tyle, ze musiałbym za nią zapłacić jakieś 12 tyś a z NFZtu muszę poczekać miesiąc. Więc pomyślałem, że poczekam przecież miesiąc to w końcu nie tak długo. hehe bo co tam 12 tys. 


niedziela, 1 grudnia 2013

Szpital i Geniusz rehabilitacji

     Zastanawia mnie dlaczego dopiero gdy pójdziemy do lekarza prywatnie to wtedy lekarz dokonuje jakichkolwiek  badań i testów. Może dlatego, że lekarz rodzinny jest na jakimś wyższym poziomie egzystencji lub wtajemniczenia. Być może ogarnia tą drugą stronę mocy jak jakiś Jedi. Hehe może każdy lekarz rodzinny to taki Mistrz Joda - "kręgosłup Twój leku potrzebuje aby normalnie funkcjonować mógł zacząć. Spojrzeniem swoim przeniknąłem Ciebie i wiem co Ci dolegać może". Natomiast każdy specjalista przyjmujący prywatnie to dopiero taki Skywalker, który uczy się  i nie potrafi wzrokiem ludzi przenikać. Mniejsza z tym.
    Pani doktor neurolog w ciągu kilku minut wykonała na mnie kilka badań fizykalnych i testów neurologicznych. Przyznam, że trafiła z diagnozą od razu, ale dla pewności zleciła hospitalizację w celu dokładnego rozpoznania i wykonanie rezonansu magnetycznego. Szkoda, że dopiero teraz to stwierdzono. Po jakiego diabła lekarz rodzinny starał się mnie leczyć skoro nie potrafił tego robić dobrze. Ech szkoda gadać.
  Po kilku tygodniach mogłem położyć się do szpitala  w celu dokonania dokładnej diagnozy. Przy okazji miałem rentgen płuc, rehabilitację i faszerowano mnie ketanolem, który jak się okazało na mnie nie działa. Być może spowodowane to było duża ilością farmaceutyków przyjmowaną wcześniej.  Na drugi lub trzeci dzień miałem rezonans. Moja prowadząca Pani doktor od razu powiedziała, że neurochirurg będzie miał co robić i  wysyłała mnie na rehabilitację jak się okazało do tej kretynki przez którą mój stan zdrowia znacznie się pogorszył. Pani geniusz fizjoterapeutka, właśnie wróciła z jakiegoś szkolenia metodą Mc Kenzie i chyba uważała, że wszystkie rozumy pozjadała i na wszystkim się zna. Ona i jej prze prosty.  Teraz nie mogę uwierzyć, że dałem się na to namówić, ale z drugiej strony wiem, że jak człowieka boli to zrobi wszystko i we wszystko uwierzy, żeby tylko przeszło. Kretynka zabroniła mi wykonywania jakichkolwiek skłonów przez kolejne 3 tygodnie a do tego zaleciła wykonywanie iluś powtórzeń skłonów w tył z leżenia przodem. Kolejna Jedi, która bez zerknięcia w kartę badań stwierdza dolegliwość, zna jej przyczynę i lekarstwo na nią. " Bo gdyby człowiek miał się garbić to nie schodziłby z drzewa tylko na nim pozostał" stwierdziła pani geniusz. Być może gdyby zajrzała do tych moich wyników to wiedziałaby, że prze prosty są przeciwwskazaniem w moim przypadku, chociaż śmiem twierdzić, że moje wyniki nic by jej nie powiedziała, bo wszystkich traktowała taśmowo i bez względu na dolegliwości do wszystkich stosowała te same ćwiczenia i zalecenia. Po kilku dniach terapii moje mięśnie w odcinku lędźwiowym były tak napięte, że nie wspomnę. Przejście kilku metrów graniczyło z cudem a o samodzielnym ubieraniu się nie było mowy. 
Opis mojego badania MR a wyżej moje zdjęcie.
Badanie MR kręgosłupa L-S wykonano aparatem Siemens Avanto 1,5 T, stosując sekwencję SE i FSE w obrazach T1 - i T2 zależnych, TIRM w płaszczyznach: poprzecznych i strzałkowych. Badaniem objęto odcinek od górnej trzeciej części trzonu kręgowego Th 11 do połowy wysokości segmentu S4. Spłycenie fizjologicznej lordozy lędźwiowej. Przewężenie tarczy m-kręgowej L4- L5 z obniżeniem jej sygnału na tle zmian dehydratacyjnych. Objawy nierówności płytek granicznych segmentu ruchowego L4 - L5 z widocznymi przednimi przepuklinami dotrzonowymi w ich obrębie z obecnością aseptycznego odczynu obrzękowego i zwyrodnienia tłuszczowego (Modic I i II) w podchrzęstnej warstwie listewek  granicznych w/w segmentu ruchowego, z zaznaczoną dziobiastą ich osteofitozą, zarówno przednich jak i tylnych krawędzi. Pojedyncze guzki Schmorla listewek granicznych segmentu ruchowego LTh12-L1. Przestrzeń m-kręgowa L4-L5:Szerokopodstawna, podwięzadłowa, paracentralno-prawoboczna przepuklina krążka m-kręgowego, modelowana na drobnych dokanałowych dziobkach kostnych, ograniczająca wejście do prawego otworu m-kręgowego, powodująca cechy redukcji przedniej rezerwy butorowej, kompresję brzuszno-prawego odcinka worka oponowego oraz przylegająca do pochewki korzenia nerwu rdzeniowego L5 po stronie prawej. Przestrzeń m-kręgowa L5-S1: Niewielka, koncetryczna, podwięzadłowa i tylno-centralna wypuklina pierścienia włóknistego z objawami miernego stopnia redukcji przedniej rezerwy buforowej, bez ewidentnych cech ucisku worka oponowego i struktur nerwowych. Stożek rdzenia kręgowego oraz nici ogona końskiego bez ewidentnych zmian w obrazie MR.
      
     Tyle medycznego bełkotu. Na koniec w zaleceniach do domu dostałem jeszcze
1. Systematyczną kontrolę lekarską.
2. Kontrola w Poradni Neurologicznej
3. Wskazana konsultacja neurochirurgiczna. 
Na taką konsultację oczywiście się wybrałem wspólnie z żoną do CKR w Konstancinie, ale o tym w następnym poście.  


piątek, 8 listopada 2013

Farmaceutyki nie pomagają

Mijają kolejne dni i noce. Istna gehenna . Nie mogę siedzieć, nie mogę leżeć, nie mogę stać. Mam wrażenie, że ta cholera tak łatwo nie odpuści. W pracy podejrzewali, że symuluje, ale gdy zawiozłem kolejne zwolnienie lekarskie i zademonstrowałem swoją sylwetkę to mi uwierzyli. A właśnie, zwolnienie się skończyło, tabletki się skończyły a ból nie ustawał. Wręcz przeciwnie miałem wrażenie, że jest coraz gorzej. Tak naprawdę to wtedy nie wiedziałem jeszcze co dokładnie mi jest, ale w wkrótce miałem się dowiedzieć. Znowu wybrałem się do rodzinnego. Kolejnego eksperta, który postanowił mnie leczyć. Oczywiście opowiedziałem mu całą historię z dużym naciskiem na to, że nie mogę spać. Pan doktor przyjął to bardzo poważnie, jak później się okazało. W między czasie dał skierowanie na rentgen i oczywiście wypisał receptę. Na recepcie już nie Movalis ani nie Diclo duo a tajemniczy Mydocalm (kolejny lek przeciwzapalny i przeciw bólowy) i Baclofen - to dopiero było dobre, ale po kolei. W drodze powrotnej zrobiłem prześwietlenie i wróciłem do domciu. Oczywiście łyknąłem owe specyfiki z nadzieją, że coś zacznie się dziać i ból w końcu ustąpi. Oczywiście nie ustąpił. Nawet tym się nie przejąłem co dało do myślenia mojej żonie.  Na drugi dzień powtórzyłem zabieg i znowu nic. Nie będę wnikał teraz w szczegóły jak upływały mi te dni, ale na trzeci dzień brania Baclofenu  było już mi wszystko jedno czy mnie boli czy nie. Odpływałem myślami gdzieś daleko. Nie słyszałem co do mnie mówią osoby z otoczenia, ale za to był jeden plus hehe. Usypiałem w każdym możliwym miejscu. Pierwszy raz czegoś takiego doświadczyłem. Siadam na chwilę w fotelu i za moment odlatuję. Jak później się okazało lek ten zmniejsza napięcie mięśni szkieletowych a do tego stosuje się go w celu zmniejszenia głodu alkoholowego. Ot trafiłem. Może pan doktor usłyszał, że nie mogę spać a pomyślał sobie, że może z powodu odstawienia alkoholu a cała historia z bólem kręgosłupa już do niego nie dotarła. Chociaż, hmmmmm dał mi w końcu skierowanie na ten rentgen więc chyba jednak dotarło, to prawdopodobnie chciał mnie rozluźnić. Szkoda tylko, że lekiem, który mnie otępiał, mimo wszystko doceniam dobre chęci.
Oczywiście po tych trzech dniach odstawiłem Baclofen i leczyłem nerki pijąc duże ilości wody aby wypłukać to cholerstwo. Po tygodniu przestały boleć. 
W między czasie odebrałem zdjęcie i udałem się do lekarzuniunia. Ten spojrzał na zdjęcie i stwierdza: DYSKOPATIA !!!
I brawo trafił w dziesiątkę.
Co prawda dyskopatia to bardzo szerokie pojęcie dotyczące schorzenia krążka międzykręgowego, ale ten termin odnosi się również do potocznej nazwy przepukliny jądra miażdżystego tarczy między kręgowej. Więc trafna diagnoza. A do tego dostałem skierowanie na rehabilitację. Po miesiącu męczarni wiedziałem w końcu ci mi jest. Sukces. 
Pomyślałem, że może być już tylko lepiej skoro wiadomo co mi jest to pozostało tylko wyleczyć chorobę. Nie było jednak tak kolorowo. Udałem się do przychodni rehabilitacyjnej i okazało się, że muszę miesiąc czekać bo kolejki, ale jeżeli chcę bez kolejki to proponują mi odpłatnie krioterapię miejscową i pas stabilizujący kręgosłup z magnetycznymi wstawkami, które działają cuda. Cóż mi pozostało jak tylko się zgodzić. Przez kolejne dziesięć dni chodziłem na krioterapię i muszę przyznać, że bolało mniej. Miałem nadzieje, że będzie coraz lepiej. Nie rozstawałem się również z pasem, który stosowałem przez cały dzień, zdejmowałem go tylko gdy leżałem. Jak się później okazało ten pas pogorszył sprawę, ale do tego wrócę później. 
Po miesiącu oczekiwania przyszedł w końcu czas na moją rehabilitację. Okazuje się, że  mam mieć ultra dźwięki, prądy interferencyjne i ćwiczenia. Dodam tylko, że ciągle mnie bolało w odcinku lędźwiowym a do tego ból zaczął promieniować do pośladka i
przedniej strony prawego uda. Moja sylwetka ciągle przypominała Quasimodo a do tego zacząłem kuleć. Prawą stopę mogłem postawić jedynie na palce. Uwierzcie mi nie wyglądało to dobrze. Okazuje się, że miesiąc zabiegów był czasem straconym. Nie było żadnej poprawy. Ćwiczeń nie mogłem wykonywać bo ciągle mnie bolało i czułem, że nie dam rady tak dłużej funkcjonować. Nadzieja z jaka czekałem na te zabiegi była niewspółmierna do efektu. Te wszystkie prądy i ultra dźwięki może i na kogoś działają, ale na mnie nie działały. 
Kolejnym krokiem było przejście z leczenia publicznego na leczenie prywatne. A czy lepsze? Niekoniecznie.

czwartek, 7 listopada 2013

Diclo duo i Movalis

       Żeby nie było. Całe życie uprawiałem sport a sprawność fizyczna zawsze była najważniejsza. Nie powiem, zdarzały się drobne urazy i problemy z plecami, ale zazwyczaj trwało to około tygodnia. Najczęściej pięć tabletek Diclo duo (wielbłąd na niebieskim opakowaniu) załatwiało problem. To co przytrafiło się w kwietniu to były najgorsze chwile w moim życiu. Nic nie wskazywało na aż tak wielką tragedię. Normalnie po jakiejś gierce z kolegami na orliku wróciłem do domciu. Rozebrałem się, wziąłem gorący prysznic i usiadłem na kanapie. Z żoną włączyliśmy Doktora Hausa i relaksowaliśmy się przy drinku. Relaks się skończył w momencie gdy chciałem wstać z kanapy. O kuuu..... .. .. Jak siedziałem tak stałem. Jak Quasimodo. Totalna porażka. Przygarbiona sylwetka osiemdziesięcioletniego dziadka z kręgosłupem prostym ja tyczka (bez naturalnych krzywizn).  Oczywiście tableteczka a nawet dwie, pomyślałem do rana przejdzie - niestety nie przeszło. Noc to istny horror. Brak możliwości przyjęcia jakiejkolwiek pozycji, która mogłaby zapewnić odrobinę snu. Snu o którym mogę powiedzieć dzisiaj, że w początkowej fazie ataku tej cholery jest istotnym jak nie najistotniejszym elementem powrotu do normalnego funkcjonowania. Istne męczarnie. Wiecie o czym piszę. Noc jest najgorsza przy tej przypadłości. Minuty dłużą się a za oknem ciemno. Wstajesz, idziesz do salonu, włączasz telewizor a tam telezakupy mango i pan, który poleca niesamowity odkurzacz, którym możesz odkurzyć chrupki kukurydziane w łazience i z łatwością sprzątniesz pod kanapą rozbity wazon. A po jaki grzyb mi odkurzacz i kto trzyma chrupki kukurydziane w łazience? Teraz się z tego śmieje, ale wtedy to tego gościa z telewizora najchętniej bym zabił. 
     Rano ponowiłem dawkę Diclaka (niesterydowy lek przeciwzapalny) odczekałem trzydzieści minut a tu nic. Kurcze coś tu jest nie tak. Zadzwoniłem do pracy i powiedziałem, że nie przyjdę bo korzonki mnie złapały i postanowiłem wybrać się do rodzinnego. Na szczęście w kwietniu nie ma wielkich epidemii grypy więc nie musiałem długo czekać. Pani zapytała co biorę ja odpowiedziałem, pani powiedziała, że dobrze, ale stwierdziła, że ten lek będzie lepszy i przepisała mi Movalis (kolejny lek przeciwzapalny) nic więcej. Wróciłem do domu z Movalisem. 
        Nie, nie o własnych siłach. Wszystko dzięki pomocy mojej ukochanej żony, która za wszelką cenę próbowała mi pomóc. Wszędzie mnie woziła i wszystko załatwiała, pomogła sie ubrać itd.  Jednak trudno to zrozumieć tym, którzy chcą pomóc i wiem, że cierpią razem z nami jednak ja chciałem zrobić wszystko sam, przecież do tej pory tak było, a tu nie mogę założyć skarpet czy butów, mam problem z wejściem do kabiny prysznicowej i wytarciem się ręcznikiem.
         Dlatego mam prośbę do was. Schowajcie dumę do kieszeni i przyjmijcie do wiadomości, że bez was ten świat ciągle będzie istniał, czy to w pracy czy w domu. Teraz macie odpoczywać i łykać te tabletki mimo, że nie pomagają.