Mijają kolejne dni i noce. Istna gehenna . Nie mogę siedzieć, nie mogę leżeć, nie mogę stać. Mam wrażenie, że ta cholera tak łatwo nie odpuści. W pracy podejrzewali, że symuluje, ale gdy zawiozłem kolejne zwolnienie lekarskie i zademonstrowałem swoją sylwetkę to mi uwierzyli. A właśnie, zwolnienie się skończyło, tabletki się skończyły a ból nie ustawał. Wręcz przeciwnie miałem wrażenie, że jest coraz gorzej. Tak naprawdę to wtedy nie wiedziałem jeszcze co dokładnie mi jest, ale w wkrótce miałem się dowiedzieć. Znowu wybrałem się do rodzinnego. Kolejnego eksperta, który postanowił mnie leczyć. Oczywiście opowiedziałem mu całą historię z dużym naciskiem na to, że nie mogę spać. Pan doktor przyjął to bardzo poważnie, jak później się okazało. W między czasie dał skierowanie na rentgen i oczywiście wypisał receptę. Na recepcie już nie Movalis ani nie Diclo duo a tajemniczy Mydocalm (kolejny lek przeciwzapalny i przeciw bólowy) i Baclofen - to dopiero było dobre, ale po kolei. W drodze powrotnej zrobiłem prześwietlenie i wróciłem do domciu. Oczywiście łyknąłem owe specyfiki z nadzieją, że coś zacznie się dziać i ból w końcu ustąpi. Oczywiście nie ustąpił. Nawet tym się nie przejąłem co dało do myślenia mojej żonie. Na drugi dzień powtórzyłem zabieg i znowu nic. Nie będę wnikał teraz w szczegóły jak upływały mi te dni, ale na trzeci dzień brania Baclofenu było już mi wszystko jedno czy mnie boli czy nie. Odpływałem myślami gdzieś daleko. Nie słyszałem co do mnie mówią osoby z otoczenia, ale za to był jeden plus hehe. Usypiałem w każdym możliwym miejscu. Pierwszy raz czegoś takiego doświadczyłem. Siadam na chwilę w fotelu i za moment odlatuję. Jak później się okazało lek ten zmniejsza napięcie mięśni szkieletowych a do tego stosuje się go w celu zmniejszenia głodu alkoholowego. Ot trafiłem. Może pan doktor usłyszał, że nie mogę spać a pomyślał sobie, że może z powodu odstawienia alkoholu a cała historia z bólem kręgosłupa już do niego nie dotarła. Chociaż, hmmmmm dał mi w końcu skierowanie na ten rentgen więc chyba jednak dotarło, to prawdopodobnie chciał mnie rozluźnić. Szkoda tylko, że lekiem, który mnie otępiał, mimo wszystko doceniam dobre chęci.
Oczywiście po tych trzech dniach odstawiłem Baclofen i leczyłem nerki pijąc duże ilości wody aby wypłukać to cholerstwo. Po tygodniu przestały boleć.
W między czasie odebrałem zdjęcie i udałem się do lekarzuniunia. Ten spojrzał na zdjęcie i stwierdza: DYSKOPATIA !!!
I brawo trafił w dziesiątkę.
Co prawda dyskopatia to bardzo szerokie pojęcie dotyczące schorzenia krążka międzykręgowego, ale ten termin odnosi się również do potocznej nazwy przepukliny jądra miażdżystego tarczy między kręgowej. Więc trafna diagnoza. A do tego dostałem skierowanie na rehabilitację. Po miesiącu męczarni wiedziałem w końcu ci mi jest. Sukces.
Pomyślałem, że może być już tylko lepiej skoro wiadomo co mi jest to pozostało tylko wyleczyć chorobę. Nie było jednak tak kolorowo. Udałem się do przychodni rehabilitacyjnej i okazało się, że muszę miesiąc czekać bo kolejki, ale jeżeli chcę bez kolejki to proponują mi odpłatnie krioterapię miejscową i pas stabilizujący kręgosłup z magnetycznymi wstawkami, które działają cuda. Cóż mi pozostało jak tylko się zgodzić. Przez kolejne dziesięć dni chodziłem na krioterapię i muszę przyznać, że bolało mniej. Miałem nadzieje, że będzie coraz lepiej. Nie rozstawałem się również z pasem, który stosowałem przez cały dzień, zdejmowałem go tylko gdy leżałem. Jak się później okazało ten pas pogorszył sprawę, ale do tego wrócę później.
Po miesiącu oczekiwania przyszedł w końcu czas na moją rehabilitację. Okazuje się, że mam mieć ultra dźwięki, prądy interferencyjne i ćwiczenia. Dodam tylko, że ciągle mnie bolało w odcinku lędźwiowym a do tego ból zaczął promieniować do pośladka i
przedniej strony prawego uda. Moja sylwetka ciągle przypominała Quasimodo a do tego zacząłem kuleć. Prawą stopę mogłem postawić jedynie na palce. Uwierzcie mi nie wyglądało to dobrze. Okazuje się, że miesiąc zabiegów był czasem straconym. Nie było żadnej poprawy. Ćwiczeń nie mogłem wykonywać bo ciągle mnie bolało i czułem, że nie dam rady tak dłużej funkcjonować. Nadzieja z jaka czekałem na te zabiegi była niewspółmierna do efektu. Te wszystkie prądy i ultra dźwięki może i na kogoś działają, ale na mnie nie działały.
Kolejnym krokiem było przejście z leczenia publicznego na leczenie prywatne. A czy lepsze? Niekoniecznie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz